wtorek, 28 stycznia 2014

All you need is love ♥

Rozdział 16

*OCZAMI CARRIE*
Szliśmy korytarzem, na którego końcu były rozwalone drzwi. Niall, jedną dłonią chwycił mnie w pasie,a drugą otworzył je, przy czym rozejrzał się, sprawdzając czy możemy bezpiecznie przejść. Kiedy mieliśmy już przekroczyć próg budynku usłyszeliśmy zbliżające się w naszą stronę strzały i kroki. Przeraziłam się, co natychmiastowo wyczuł blondyn. Nagle zza rogu wybiegł policjant.
P: Co ty tu robisz?! - krzyknął patrząc na Nialla. - nie powinno cię tu być, to zbyt niebezpieczne!
C: On mnie uratował. - powiedziałam cicho, po czym policjant spojrzał się na mnie.
P: Co nie zmienia faktu, że to niebezpieczne. - i wtedy usłyszeliśmy ponowny strzał, po którym mężczyzna upadł na ziemię. Zakryłam usta ręką , tłumiąc swój własny krzyk. Spojrzałam na Nialla, a w jego oczach było widać strach. Po chwili moje oczy ujrzały sprawcę postrzału. Danny...
D: No proszę, proszę, kogo tu przywiało. - syknął w stronę Nialla. - wielki kurwa wybawca tej szmaty. - w tym momencie Niall nie wytrzymał i rzucił się na Dannego. Zaczęli się okładać pięściami. A ja głupia tylko stałam i patrzyłam się jak przybywa im siniaków i ran na ciele.
Chciałam im pomóc, ale nie mogłam. I nie chodzi już o to, ze moja ręka ciągle krwawi i boli niemiłosiernie, ale o to, że byłam w zbyt wielkim szoku, aby zrobić jakikolwiek krok. Po paru minutach jednak życie do mnie wróciło i zaczęłam odciągać Nialla od tego psychopaty.
C: Niall dość! - spojrzał na mnie swoimi lazurowymi oczami. Przeciwnik wykorzystał chwile nieuwagi i powalił blondyna na ziemię.
C: Kurwa mać zostaw go ! - zaczęłam go szarpać, a on tylko odwrócił się, wymierzając mi cios w policzek, który był tak mocny, że uderzyłam plecami w ścianę budynku. Ból, był tak okropny, że skuliłam się trzymając dłoń na pulsującym policzku. Podniosłam oczy i spojrzałam na Nialla. Wpatrywał się we mnie z bólem, a w głębi jego tęczówek, kryła się wściekłość na Dannego.
N: Zabiję cię kurwa.... - znów rzucił się na bruneta z pięściami. Tym razem złość tak zawładnęła Irlandczykiem że bez problemu położył chłopaka na ziemię i bił do nieprzytomności. Podeszłam do niego i złapałam za ramię.
C: Niall, proszę przestań.- zaszlochałam.
N: Nikt nie ma prawa cię dotknąć, a już na pewno nikomu nie można podnosić na ciebie ręki. - przycisnął mnie do siebie. Spojrzałam na jego rozciętą wargę i przejechałam po niej delikatnie palcem.
N: To nic. - syknął ścierając sobie odrobine krwi.W tym momencie przyszedł drugi policjant.
P: Co tu się stało?! Co pan tu robi?!
N: Nie to jest teraz ważne. Trzeba zadzwonić po karetkę bo mamy rannych. I przy okazji niech pan zamknie tego świra co właśnie oprzytomniał. Mężczyzna w granatowym uniformie podszedł do Millera obezwładniając go. Początkowo chciał się wyrwać, jednak policjant był o wiele silniejszy i prowadził go do auta. Spojrzałam w stronę Nialla ,który kończył rozmowę z ratownikiem. Podeszłam do krwawiącego policjanta, sprawdziłam puls i był wyczuwalny. Łza popłynęła mi po policzku , po czym podeszłam do Niallera i wtuliłam się w jego tors. Po kilkunastu minutach przyjechała karetka i kiedy wkładała rannego policjanta do auta podszedł do nas jego wspólnik.
P: Proszę powiadomcie mnie o jego stanie, ja nie mogę jechać z wami, bo muszę zająć się tamtym. - ruchem głowy wskazał na siedzącego w aucie skutego Millera.
N: Dobrze. - kiedy funkcjonariusz odszedł, do nas przybył jeden z ratowników.
R: Proszę ze mną. - zwrócił się do mnie. W tym momencie nie ufałam nikomu z zewnątrz, bałam się każdego człowieka nawet, jeśli wydawał się zaufany. Cofnęłam się kilka kroków do tyłu, póki nie napotkałam rąk Nialla.
N: Car jesteś poważnie ranna, musisz z nimi jechać.
C: Pojedź ze mną... - powiedziałam niepewnie. Niall spojrzał na ratownika, a ten widząc w jakim stanie jestem, zgodził się.
*W SZPITALU*
Siedzę w gabinecie na niewygodnym krzesełku, podczas gdy jakaś lekarka opatruje mi ranę na ręce. Staram się nie trząść, ale chyba jakoś mi to nie wychodzi. Pielęgniarka zauważyła moje zdenerwowanie i ciepło się do mnie uśmiechnęła.
P: Spokojnie, nie denerwuj się. Niedługo będzie tu psycholog i....
C: Nie chcę psychologa. - powiedziałam skwaszona.
P: Skarbie wiem, że nie masz najmniejszej ochoty, żeby wracać do tego co się stało, ale uwierz mi jeśli wyrzucisz to z siebie będzie ci lepiej. A teraz pozwól, że wrócę do tamowania krwi. - przyłożyła do mojej ręki waciki i mocno docisnęła. Syknęłam.
P: Przepraszam. - powiedziała ciepło. - Eh nic więcej tu nie zdziałam, myślę że tym zajmie się chirurg.
C: A-ale j-jak to ?
P: Założymy ci szwy. Oczywiście nie masz się czego bać. - ponownie się do mnie uśmiechnęła, a ja tylko kiwnęłam głową na znak, że rozumiem, chociaż w środku bałam się tego. Chwilę potem do gabinetu wszedł lekarz z zamiarem zaprowadzenia mnie na salę operacyjną. Pod gabinetem pielęgniarki natknęłam się na Nialla.
N: Carrie... - przytulił mnie. - Co z ręką.
C: Muszą mi założyć szwy. - powiedziałam lekko.
N: Doktorze jak to? - zapytał zdenerwowany.
L: Panie Horan spokojnie, to nic strasznego.
N: A czy to jest konieczne?
L: Tak. Nie możemy zatamować krwi, więc jedynym rozwiązaniem jest zaszycie, dosyć głębokiej rany.
N: Rozumiem.
L: A teraz jeśli pan pozwoli zabiorę pannę Williams na salę. - Nialler skinął głową , po czym zwrócił się do mnie.
N: Trzymaj się słoneczko. - przycisnął mnie do siebie i pocałował w czubek głowy. Kochałam, kiedy tak do mnie mówił. Kiedy oderwaliśmy się od siebie, lekarz począł prowadzić mnie w stronę sali operacyjnej. Po drodze starał mi się wytłumaczyć, jak będzie to wyglądać. Powiedział, że mogą mi tylko podać znieczulenie, bo rana jest za mała, żeby podać mi narkozę. Po kilkuminutowej drodze, dotarliśmy do naszego celu, po czym lekarz rozpoczął zaszywanie mojej rany. Po skończonym zabiegu, owinął rękę bandażem, po czym oznajmił mi, ze czeka na mnie psycholog. Chciałam na początku się sprzeciwić, ale pomyślałam, że naprawdę może mi to pomóc. Przed sala ponownie napotkałam zmartwionego blondyna.
C: Niall...
N: Jejku już jesteś. - uśmiechnął się. - i jak?
C: Nie było, aż tak strasznie. - zachichotałam. - Ale jeszcze muszę zostań na parę godzin w szpitalu.
N: Co? Czemu?
C: Idę na spotkanie z psychologiem. - zobaczyłam w jego oczach przerażenie. - spokojnie, chcą tylko sprawdzić moja sprawność psychiczną. - wyszczerzyłam się w lekko udawanym uśmiechu i przytuliłam chłopaka. - A ty, Niall idź do domu, jesteś zmęczony. - zmierzwiłam jego włosy.
N: Jesteś pewna?
C: Tak. Poważnie, idź odpocznij, miałeś ciężki dzień.
N: Dobrze pójdę, ale pamiętaj, gdyby coś się działo od razu dzwoń.
C: Dobrze. - pocałował mnie.
N: Pa mała.
C: Pa duży. - pomachałam mu, kiedy odchodził, a on wysłał mi całusa w powietrzu. Niecałe 5 minut później przyszła po mnie stosunkowo młoda pani psycholog. Gestem ręki zaprowadziła mnie do pomieszczenia, w którym miałyśmy rozmawiać.

Przepraszam, że taki krótki, ale totalnie nie mam weny :CCC obiecuję, że jak będę miała natchnienie to napisze dłuższy rozdział. Dobra mam dwie sprawy organizacyjne XDD
Po pierwsze:  Założyłam zakładkę 'Wasze blogi' więc korzystajcie i rekalmujcie swoje dzieła ;3 
Po drugie: Dziękuję osobom, które komentują moje posty, to jest dla mnie bardzo ważne i ogromnie mnie motywuje do dalszej pracy. <333



                                                               KOMENTUJCIE                                          10 KOMENTARZY = KOLEJNY ROZDZIAŁ 


środa, 8 stycznia 2014

All you need is love ♥

Rozdział 15

*OCZAMI CARRIE*
Zza ciemniej szyby samochodu widziałam przerażonego Nialla. Próbowałam się wydostać, jednak moje starania nic nie dały gdyż drzwi były zamknięte. Mimo iż wiedziałam, że moje siły nie zadziałają to szarpałam za klamkę i uderzałam w drzwi z otwartej dłoni.
C: Wypuść mnie stąd! - krzyknęłam z bezradności i narastającego strachu. zacisnął swoją rękę na moim ramieniu po czym poczułam, że tracę kontakt z rzeczywistością i obadam bezsilnie na siedzenie.
*OCZAMI NIALLA*
Ni mogłem się opanować. W moim wnętrzu toczyła się walka złości, smutku i przerażenia. Przysięgam, że jeśli coś jej zrobi to zabiję go gołymi rękoma. W głowie miałem totalną pustkę. Postanowiłem zadzwonić do, któregoś z chłopaków. Nie zastanawiając się długo wybrałem numer do Harrego.
H: Halo?
N: Harry błagam cię przyjedź pod club Boor!
H: Ale co się stało?
N: To nie jest rozmowa na telefon. Po prostu przyjedź jak najszybciej.
H: Już jadę.
Rozłączyłem się i zacząłem się zastanawiać co dalej? Harry musi podjąć tą decyzję bo ja nie jestem w stanie. Po pierwsze piłem, a po drugie jestem zbyt zestresowany na myślenie. Stałem jak kołek pod clubem czekając na Hazze i obgryzając paznokcie. Po chwili ujrzałem światła reflektorów samochodu, który okazał się być samochodem Harrego. Wyskoczył jak oparzony z auta i podbiegł do mnie.
H: Co się stało?!
N: Porwali Carrie!
H: Co kurwa?! Jak to się stało? Kto to był?
N: Byliśmy w środku, kiedy koleś podszedł do nas i zaczął ja zaczepiać. Okazało się, że to przyjaciel Dannego...
H: Byłego Carrie?
N: Tak. No i wiem tylko tyle, że nazywa się David.
H: Ale czemu ją porwał? - spytał wybierając numer do policji.
N: Nie wiem. Nie znam konkretnego powodu. - w tym momencie ktoś na komendzie podniósł słuchawkę. Próbowałem wyłapać jakiekolwiek słowa z rozmowy, ale nie za dobrze mi to wychodziło.
N: I co?
H: Będą tu za 15 minut.
Po niespełna 15 minutach radiowóz policyjny stanął przed nami. Wysiadło z niego dwóch policjantów.
P: Pan Styles? - zwrócił się do Harrego.
H: Tak to ja.
P: A pan to..? - popatrzyła na mnie
N: Niall Horan, jestem chłopakiem porwanej.
P: Mhm, a więc dobrze proszę powiedzieć jak doszło do porwania. - opowiedziałem mu wszystko od deski do deski, po czym funkcjonariusz zanotował to.
P: David Richards tak? Z tego co wiem to był już karany.
N: Za co jeśli można wiedzie? - przełknąłem ślinę, bojąc się tego co usłyszę.
P: Narkotyki, bójki, raz był podejrzany o zabójstwo. - moje oczy wyglądały jak dwa spodki. Poczułem dłoń Harrego na ramieniu.
N: Błagam znajdźcie ich jak najszybciej. - wyszeptałem bezradny.
P: Mamy pewną teorię co do miejsca przetrzymywania dziewczyny. Zrobimy wszystko co w naszej mocy.
*OCZAMI CARRIE*
Powoli otwierałam oczy. Obraz miałam zamglony, więc je przetarłam. Powoli się podniosłam i rozejrzałam się dokładnie dookoła ilustrując każdy centymetr pomieszczenia, w którym się znajdowałam. Po środku był stary, zakopcony kominek, którego płomień już dawno się wypalił. Od białych ścian obficie odpadała farba i spadała na betonowe podłoże, na którym roiło się od kurzy i śmieci. Leżałam na starym dziurawym tapczanie z wystającymi sprężynami. Na suficie spoczywał stary żyrandol z pajęczynami. Z reszta pajęczyny były wszędzie, a no i zdążyłam już zauważyć parę karaluchów. Jednym słowem to miejsce było ohydne i przerażające. Nagle usłyszałam czyjeś kroki. Moje serce automatyczne przyspieszyło. Słyszałam jak człowiek zbliża się do drzwi. Chwile potem wyłonił się z nich David z papierosem w ustach.
Dv: Witam śpiącą królewnę. - powiedział po czym usiadł na taborecie pod ścianą, wyjął peta z ust i wypuścił nadmiar dymu z płuc.
C: Czemu to zrobiłeś?
Dv: Co?
C: Uprowadziłeś mnie! Do czego jestem ci potrzebna!
Dv: Nie takim tonem. Doskonale wiesz, że mam skuteczne sposoby na niewyparzona gębę.
C: Odpowiedz mi. - zacisnęłam pięści.
Dv: Uuu widzę, że ktoś się tu bulwersuje. Spokojnie mała. Nie zamierzam ci nic zrobić. Bynajmniej nie ja.
C: Jak to nie ty?
Dv: Myślisz, że cię porwałem bo miałem taka zachciankę? - prychnął.
C: To po co to zrobiłeś?
Dv: Działam na zlecenie. - uśmiechnął się szyderczo.
C: Kogo?
Dv: Pfft myślisz, że ci powiem?! Ha! Z reszta sama niedługo się dowiesz. - w tym momencie moje zdenerwowanie sięgnęło zenitu. Nagle odezwał się telefon chłopaka. Odczytał smsa po czym zwrócił się do mnie.
Dv: O i to nawet szybciej niż myślałem. - wstał i wyszedł, no i oczywiście zamkną drzwi żebym nie uciekła. Dosłownie chwile później zobaczyłam jak drzwi się uchylają i wchodzi przez nie David z... No nie wierze własnym oczom! Danny?!
*OCZAMI NIALLA*
N: No nie mogę tak tu stać i czekać, aż mi powiedzą, że ten psychopata skrzywdził Carrie!
H: Stary spokojnie..
N: SPOKOJNIE?! Czy ty siebie do cholery słyszysz Styles?! Porwali ją! Porwali Carrie a ja mam być spokojny?!
H: Tylko to ci zostało!
N: Nie nie tylko to.. - zacząłem kierować się do samochodu Stylesa.
H: Kurwa Horan co ty robisz?!
N: A jak myślisz? Daj mi kluczyki!
H: Nie!
N: Do kurwy nędzy DAJ TE PIEPRZONE KLUCZYKI!.
H: Niall piłeś.
N: W takim razie ty wsiadaj. - brunet widząc moje zdenerwowanie i pulsującą żyłę na szyi, posłusznie usiadł na miejscu kierowcy.
H: No i co chcesz zrobić?
N: Jedź za glinami. - powiedziałem to tak jakby była to oczywista oczywistość.
H: Pojebało cię do reszty.
N: Kurwa. Mówię jedź TO JEDŹ! - wzdrygnął i kręcąc głową powoli ruszył.
*OCZAMI CARRIE*
Widząc Dannego odsunęłam się. To on stoi za tym wszystkim?
D: Ej Carrie nie bój się. Jeszcze nie teraz. - zaśmiał się.
C: To ty kazałeś mu mnie porwać?
D: No proszę. Nie spodziewałem się takiej inteligencji po takiej pustej szmacie jak ty.
C: Co powiedziałeś?!
D: To co słyszałaś i nie podnoś głosu Williams. - podszedł do mnie i uderzył mnie w policzek, po czym przybliżył do mnie twarz.- Jeśli odezwiesz się niepytana lub powiesz coś niewłaściwego tak to się skończy. - w jego oddech czuć było alkohol i marihuanę. W moich oczach zaczęły pojawiać się łzy, których za wszelką cenę nie chciałam wypuścić spod powiek. Mimo piekącego bólu, chciałam mu pokazać, że jestem silna.
C: Dlaczego to robisz? - powiedziałam łamiącym się głosem.
D: Nie musisz tego wiedzieć, ale powiem ci, że nie będzie z tobą dobrze. - powiedział chytrze się uśmiechając. - David proszę przynieś nasz sprzęcik. - po kilku minutach Richards wrócił, niosąc w ręku strzykawkę, łyżeczkę oraz woreczek z białym proszkiem. Nasypał to świństwo na sztuciec i podpalił zapalniczką wyjętą z kieszeni. Po wykonaniu 'zabiegu' przelał do strzykawki otrzymany płyn. Danny wziął ją od niego i podchodząc do mnie odbezpieczył igłę. Mój strach sięgnął najwyższego szczebla. CO ON KURWA ROBI?! Chciałam się uratować, uciec od tych psychopatów, jednak wyczuli co mam w planach. David przytrzymał mnie za ramiona, sadzając z powrotem na miejsce. Moje nogi przywiązał do tapczanu, a lewą rękę do rury od kaloryfera. Szarpałam się, co nie było dobrym pomysłem, gdyż ponownie dostałam w twarz.
Dv: Uspokój się kurwa.- syknął. Natychmiast opanowałam swoje ruchy. No może nie do końca bo trzęsłam się ze strachu. Danny zacisnął na mojej ręce jakąś chustkę, po czym złapał mnie za przedramię. trzymając igłę w górze, spojrzał mi w oczy.
D: Spokojnie, tylko troszkę zaszczypie. - powiedział, po czym brutalnie wbił mi w rękę strzykawkę.

Poczułam okropny ból, a potem obraz zaczął mi się rozmazywać. Nie kontaktowałam w ogóle.
D: Skoro ja nie mogę cię mieć, to nikt nie będzie miał. - powiedział i odszedł wraz z towarzyszem. Chwile po tym zemdlałam.
*OCZAMI NIALLA*
Próbując zostać niezauważonymi, powoli jechaliśmy za policją, aż dotarliśmy do lasu na obrzeżach miasta. W oddali zobaczyłem obskurny, opuszczony dom. Na sama myśl, że tam mogą przetrzymywać moja ukochana, aż przeszły mnie ciarki. Z zamyślenia wyrwał mnie głos Harrego.
H: I co teraz zamierzasz zrobić?
N: Zaraz się dowiesz. - patrzyłem kątem oka na policjantów, którzy szli w stronę tej rudery.
H: Horan co ty robisz?! - spytał Harry widząc, jak wysiadam z samochodu.
N: Nie zostawię tam jej. Nie pozwolę, żeby cierpiała choćby minutę dłużej.
H: A co zrobisz w sytuacji, kiedy jej tam nie znajdziesz?
N: Raz kozie śmierć. - powiedziałem i ruszyłem w tamtą stronę.
* OCZAMI CARRIE*
Nie wiem kiedy się obudziłam z tego narkotycznego snu. Wiem tylko tyle, że na chwile otworzyłam oczy, jednak kiedy zobaczyłam, że przy mnie ciągle jest Danny, który nie wiadomo który raz ładuje mi kolejną dawkę heroiny, od razu je zamknęłam. Poczułam tylko ponowny ból, ale znacznie mniejszy. Moja skóra musiała się już do tego przyzwyczaić, skoro prawdopodobnie co chwile dają mi następna dawkę. Nagle do pokoju wparował zdyszany Richards.
Dv: Stary gliny tu są.
D: Co?! Ja pierdole. - wstał gwałtownie wychodząc z pokoju, a ja otworzyłam oczy, spoglądając w okno, w którym zobaczyłam  dwóch policjantów. Nie było najmniejszej szansy, aby mnie zobaczyli ,gdyż byłam uwięziona na ostatnim piętrze. Pomyślałam 'Teraz albo nigdy'. Najpierw sprawnie wyjęłam nogi z zaciśniętej pętli. Potem zabrałam się za związane ręce, z którymi musiałam poradzić sobie zębami. Starałam się zrobić to w jak najszybszym tempie. Kiedy poczułam spadający po moich dłoniach sznurek i luźną przestrzeń, szybko i gwałtownie wstałam z siedziska. Nie zauważyłam jednak, strzykawki w moim ręku, która zaczepiła o materiał tapczanu, w skutek czego boleśnie wyrwało mi ją z ręki, tym samym rozcinając mi skórę. Momentalnie rozprysnęła się krew, która rzewnie spływała po moim ręku. Nie zważając na przeszywający ból, starałam się wydostać z tego miejsca. Otworzyłam drzwi wychodząc na korytarz, na którym było słychać strzały z zewnątrz. Zaczęłam biec po krętych korytarzach budynku szukając wyjścia.
*OCZAMI NIALLA*
Niepostrzeżenie wślizgnąłem się do wnętrza domu. Moje kroki skierowałem na górę otwierając po kolei każdy pokój. Nagle z zewnątrz usłyszałem strzały, dzięki czemu moja adrenalina wzrosła jeszcze bardziej. Próbując to zignorować wróciłem do szukania Carrie, gdy nagle na kogoś wpadłem. Moim oczom ukazała sie właśnie ona. Moja ukochana Carrie stała przede mną zapłakana, posiniaczona, a z jej prawej ręki obficie sączyła się krew.
C: Niall? - wyszeptała bezsilnie.
N: Tak.. skarbie.. matko chodź tu. - powiedziałem i przycisnąłem ją do siebie. W moich ramionach brunetka dała upust swoim emocjom i najzwyczajniej w świecie się rozpłakała.

N: Już spokojnie, jestem przy tobie.  Już jesteś bezpieczna. - głaskałem ją po plecach i pocałowałem w czubek głowy. Czułem się winny za to, że pozwoliłem jej tyle cierpieć.- Pokaż. - złapałem ją za krwawiącą rękę.- To oni ci to zrobili?. - już miała mi opowiedzieć, kiedy ponownie usłyszeliśmy strzały. Carrie wzdrygnęła się.
N: Spokojnie, wiem którędy wyjść, żeby nikt nas nie zauważył Ale najpierw trzeba owinąć ci czymś rękę.
C: Daj spokój, wytrzymam. - powiedziała mrużąc oczy z bólu, który wywołałem biorąc jej rękę w moją dłoń.
N: Przepraszam, ale musimy to zrobić. Nie chcę żebyś się wykrwawiła.
C: Niall, błagam cię, po prostu stąd wyjdźmy. Błagam... - wychlipała.
N: Dobrze,a więc idziemy, spokojnie. - zacząłem ją prowadzić w stronę wyjścia.




Omg XDD w końcu koniec, trochę duży ten rozdział ale tam nieważne XD 6 komentarzy i jedziemy dalej :D komentujcie ;**

środa, 25 grudnia 2013

All you need is love ♥

Rozdział 14

Sięgnęłam po telefon, aby zobaczyć kto napisał. Kiedy odblokowałam urządzenie ukazała mi się wiadomość od Jade. W jej treści poprosiła mnie abym weszła na Skype. Po niespełna 15 minutach siedziałam już w ciepłym łóżku z laptopem na kolanach. Zalogowałam się na portal i nacisnęłam ikonkę z przyjaciółką. Połączenie.
C: Hej!
J: Cześć!
C: Co tam? Jak tam?
J: Na razie dobrze, zobaczymy co będzie dalej.
C: Jak rodzice? Tata? Mama?
J: Mama jakoś sobie radzi. A tata jak to on. Ciągle pije, staramy się mu pomóc, ale wiesz jaki jest uparty.
C: Mimo wszystko pozdrów ich ode mnie.
J: Dobrze. - uśmiechnęła się, ale po chwili ten gest zniknął z jej ust. - Co u Harrego?
C: Tęskni za tobą.
J: Ja za nim też. - powiedziała a po jej policzku spłynęła łza.
C: Nie płacz proszę cię.
J: Carrie, jest mi okropnie ciężko. Ja już nie wytrzymuje bez niego.
C: Nie kontaktowaliście się?
J: Tak, ale zawsze kończyło się płaczem, moim i jego. Nie umiem patrzeć jak on cierpi i to przeze mnie.
C: Nie mów tak. To nie twoja wina.
J: Nie ważne co powiesz, ja i tak będę się czuła winna. - nagle usłyszałam dźwięk tłuczonego szkła.
C: Co tam się dzieje.
J: O nie... Muszę kończyć. Buziaki.
C: Napisz mi potem co się stało i czy wszystko dobrze. Uważaj na siebie.
J: Obiecuję.
C: Pa.
J: Pa. - koniec rozmowy.
Zamknęłam z impetem laptopa i ułożyłam się do snu, jednak trochę mi zajęło całkowite uśnięcie. Ciągle dręczyło mnie to co się dzieje u Jade.
*RANO*
Obudziłam się z lekkim bólem brzucha. Pewnie się czymś zatrułam, no ale nic. Zeszłam na dół, aby zrobić sobie śniadanie. Dzisiaj mam tą imprezę u Dannego. Szczerze? Boję się trochę. Nie mam pojęcia co on może wymyśleć. Jednak Niall idzie razem ze mną więc raczej nic mi nie grozi. Zanim skończyłam rozmyślać byłam już w kuchni. Sięgnęłam do szafki po miskę. Nalałam do niej mleka i wsypałam płatków. Następnie usiadłam na wysepce i zaczęłam zajadać się prostym a jakże pysznym posiłkiem.
Po skonsumowaniu śniadania Uświadomiłam sobie że do 18 nie mam co robić. Eh... No i czym ja biedna się zajmę? Niall na próbie, Jade w Ameryce. Nagle wpadłam na pomysł, przecież mogę zadzwonić do Perrie i umówić się na jakieś zakupy.  Bingo! Popędziłam po telefon i szybko wykręciłam numer do blondynki.
P: Hej Car, co tam?
C: Pezz masz ochotę się wybrać na miasto?
P: Kuszące... Kiedy?
C: A kiedy możesz?
P: Hmm wiesz za chwilkę mam próbę więc może o 14 w Starbucks ?
C: Zgoda, czyli jesteśmy umówione?
P: No jasne.
C: Oki to na razie.
P: Pa pa - powiedziała ciepło i się rozłączyła.
A więc mam godzinkę dla siebie. Podeszłam do półki z książkami i zaczęłam szukać wzrokiem jakiejś odpowiedniej, która by mnie zaciekawiła. Wybrałam "Pamiętnik Narkomanki". Już w pierwszym rozdziale książka zyskała moje zainteresowanie. Ona jest po prostu..... nie wiem jak to opisać. Wciągnęłam się w nią do tego stopnia, że kompletnie zapomniałam o spotkaniu z Pezz. Ocknęłam się dopiero po tym jak otrzymałam sms od dziewczyny. Biegiem ruszyłam pod drzwi, założyłam buty i po chwili już byłam w drodze do najbliższego Starbucksa. Zdyszana weszłam do restauracji. Zaczęłam wzrokiem szukać niewysokiej blondynki. Końcowo znalazłam ją przy jednym ze stolików, pijącą kawę i czytającą jakiś brukowiec.
C: Cześć. Przepraszam cię zaczytałam się. - powiedziałam całując się z dziewczyną w policzek.
P: Nie szkodzi. Miałam okazje troszkę odpocząć i się podładować. - uśmiechnęła się promiennie.
C: To co, idziemy?
P: No pewnie. - blondynka zabrała torebkę z miejsca siedzenia i obie wyszłyśmy z restauracji. - To gdzie najpierw?
C: Myślałam o galerii handlowej. Co ty na to?
P: Super, więc chodźmy. - po drodze prowadziłyśmy bardzo żywa rozmowę i ze względu na to że dawno się nie widziałyśmy miałyśmy sobie dużo do opowiedzenia. Perrie streściła mi zaręczyny, a także to co się dzieje w Little Mix. Dziewczyny nagrywają nowa płytę, więc maja bardzo napięty harmonogram. Jestem dłużniczką Pezzi, w sprawie znalezienia dla mnie czasu. Po niespełna godzinie doszłyśmy do naszego celu.
* DWIE GODZINY PÓŹNIEJ*
Zmęczona weszłam do domu. Muszę przyznać, że ten wypad na miasto mnie wykończył. Perrie jest bardzo żywa i biegałyśmy od jednego do drugiego sklepu. Ale cóż za to ją kocham. W sumie opłaciło mi się to, bo kupiłam parę naprawdę fajnych rzeczy. Jakieś buty, sukienkę dwie bluzki i parę spodni.
Kiedy wycieńczona przekroczyłam próg mojego słodkiego domu , w oczy rzucił mi się zegar.
C: O Matko Boska! - pędem ruszyłam po ciuchy na wieczór, a w zasadzie to na za godzinę. Weszłam do łazienki, zrzuciłam z siebie ubrania i założyłam na siebie, jeansowe szorty oraz fioletową koszulę, którą wpuściłam w spodenki.

 
Włosy zakręciłam delikatnie lokówką, a na twarzy zrobiłam lekki make-up. Niby nic, a zajęło mi 40 minut. Nim się obejrzałam dostałam smsa od ukochanego, że czeka na mnie pod domem. W holu założyłam buty i ruszyłam w stronę auta Nialla.
*JAKIŚ CZAS PÓŹNIEJ*
D: Carrie, Niall miło was widzieć.
C: Nam również.
D: Wchodźcie. - gestem ręki zaprosił nas do zatłoczonego miejsca, gdzie przewijało się tysiące spoconych ciał, a w środku było duszno i w powietrzu unosił się zapach alkoholu pomieszanego z narkotykami. Na samą myśl dostawałam odruchu wymiotnego. Złapałam mocno rękę Horana i starając nie zgubić się w tłumie poszliśmy do baru, gdzie zamówiliśmy sobie po drinku. Kiedy alkohol zaczął już działać, swobodnie tańczyliśmy wśród innych rozgrzanych ciał. Co chwile ocierałam się o Horana, żeby go trochę podrażnić.
N: Kocie błagam przestań bo eksploduję... - mruknął mi do ucha, na co tylko cwaniacko się zaśmiałam i nie czekając dłużej pocałowałam go.
C: Wiesz, że cię kocham?
N: Coś mi się obiło o uszy. - oddał mi całusa.  Przerwałam go, kiedy poczułam, że ktoś lekko uszczypnął mnie w bok. Odwróciłam się i ujrzałam Davida. Jak już wspominałam nie przepadam za nim, jest dilerem i nie raz już siedział.
Dv: No witam. Kogo my tu mamy, czyżby panna Williams?
C: Cześć. - odburknęłam.
N: Koleś czego chcesz? - do akcji wkroczył dość zły Niall. Doskonale wiedziałam, że  nienawidzi jak ktoś się do mnie przystawia.
Dv: No widzę, że przyszłaś z obstawą. - zwrócił się do mnie ironicznie.- może przedstawisz mi tego pana?
C: Eh. Niall to David, David, Niall. - podczas czynności spojrzałam ukradkiem na Nialla. Jego tęczówki przybrały ciemny kolor. Natomiast David wpatrywał się to we mnie, to w blondyna
N: Widzę, że już skończyłeś wiec żegnamy.
Dv: Hej spokojnie stary chciałem się tylko przywitać z moją dawna znajomą, a  jeśli ci aż tak bardzo na niej zależy dam ci mała radę, pilnuj jej. - powiedział i odszedł. Wkurzony Niall złapał mnie za rękę i znów wylądowaliśmy przy barze.
C: Hej Ni spokojnie. - poklepałam go po ramieniu.
N: Jestem spokojny. - prychnął.
C: No właśnie widzę.
N: Po prostu nie lubię jak jakieś dupki cię zaczepiają w jakikolwiek sposób. - pocałowałam go w policzek.
C: Idę się przewietrzyć. Idziesz?
N: Za chwilę, poczekaj na mnie przed wejściem. - pokiwałam głową. Kiedy byłam już na zewnątrz zaciągnęłam się świeżym chłodnym powietrzem. Wyciągnęłam telefon z kieszeni, gdy nagle poczułam czyjeś dłonie na mojej tali. Początkowo myślałam, że to Niall, ale dłonie były wyjątkowo zimne. Zaczęłam się bać, a mój lęk wzrósł jeszcze bardziej, kiedy ten ktoś zacisnął swoja dłoń na moich ustach. W nerwach upuściłam telefon na ziemię.Zaczęłam się wyrywać i gryźć porywacza, który pozostawał nieugięty i prowadził mnie do czarnego bmw.
*OCZAMI NIALLA*
Po dopiciu drinka udałem się do wyjścia z clubu, gdzie czeka na mnie Carrie. Jednak na zewnątrz nie zastałem mojej dziewczyny, tylko grupkę schlanych w cztery dupy ludzi.
 Rozejrzałem się bardziej dokładnie, chociaż nie wiem czy w moim przypadku było to możliwe. Zrezygnowany miałem już wracać do środka kiedy zobaczyłem znajomy przedmiot na ziemi. Podszedłem bliżej i owa rzecz okazała się być telefonem brunetki. W tym momencie stres ogarnął moje wnętrze. Co jej się stało? Nagle w oddali usłyszałem stłumiony dziewczęcy krzyk. Szybko skierowałem wzrok w stronę, z której dochodził dźwięk i zamarłem. Ten skurwiel z clubu trzymał Carrie w żelaznym uścisku i próbował wepchnąć ja do samochodu. Czym prędzej ruszyłem w ich stronę. Byłem już na tyle blisko, by dostrzec łzy na twarzy dziewczyny. Poczułem nieprzyjemne ukucie w okolicach serca. Zebrałem jak najwięcej siły w nogach, by jak najszybciej znaleźć się przy ukochanej, jednak moje siły zdały się na nic. Chłopak siłą wsadził ja do auta po czym zajął swoje miejsce i odjechał z piskiem opon. Przystanąłem nie wierząc własnym oczom. Porwał ją.


nareszcie skończone! przepraszam, że tyle nic nie dodawałam ale nie miałam weny. jak wam się podoba? jak myślicie co będzie dalej?

wtorek, 24 grudnia 2013

WESOŁYCH ŚWIĄT!! ♥♥

Chciałam wam życzyć Wesołych Świąt, bogatego mikołaja,  spełnienia marzeń a szczególnie marzenia spotkania idoli. Kocham was  <333333333

piątek, 20 grudnia 2013

NIALL :3

Wigilia. Czas , w którym ludzie spieszą się do rodziny , aby w jej towarzystwie spędzić  chociaż trochę czasu.
Szłam ulicą do dobrze znanego mi domu. Osoby przepychające się przez siebie z prezentami dla najbliższych, popychały mnie na cztery strony świata. Uff… w końcu jestem przed moim domem , a raczej naszym domem. Weszłam do środka gdzie unosił się zapach świątecznych potraw. W kuchni krzątały się Eleanor i Perrie , w salonie siedzieli Zayn , Harry , Louis i Liam , a Danielle  nakrywała do stołu.
- Chodźcie , pora zaczynać ! – krzyknęła El informując wszystkich o rozpoczęciu wigilii. Moją uwagę przykuła  sześcioletnia , jasnowłosa brunetka o niebieskich oczach , schodząca po schodach w białej sukience i pantofelkach.
- Julia , a gdzie jest Niall? – spytała  Danielle z troską i hmm…. przerażeniem ? A może mi się tylko wydawało?
- Tata jest w swoim pokoju, ogląda zdjęcia mamy – dziewczynka najwyraźniej posmutniała do tego stopnia ,że chciałam ją przytulić. Jednak nie mogłam…. Ale i tak wiem  , że moja córka poczułaby moją obecność przy sobie. Gdy  wszyscy usiedli do stołu na schodach pojawił się mój mąż – Niall.
- Przepraszam , że znów się spóźniłem – powiedział po czym zajął miejsce pomiędzy mną , a naszą pociechą. Przywitałam go zimnym buziakiem w policzek. Poczuł go. Złapał się za miejsce , w które go przed sekundą pocałowałam i się uśmiechnął.
- Tatusiu czy mogę iść otworzyć  prezenty ? – spytał Julia z nadzieją w głosie.
- Nie. Najpierw opłatek i kolacja Wigilijna , a dopiero potem prezenty. – powiedział stanowczo blondyn.
- A dlaczego co roku jest tak samo? Dlaczego nie mogę najpierw otworzyć prezentów , a dopiero potem zjeść? – mała była zawiedziona
- Dlatego ,że twoja mama tak robiła i ty też tak będziesz robić! – krzyknął , a oczy dziewczynki zrobiły się szklane i po chwili uroniła pierwszą łzę. Nigdy nie lubiła jak na nią krzyczał. Niall ,czy ktokolwiek inny…
- Niall nie krzycz na nią. Skąd ona mogła to wiedzieć. – uspokajał Irlandczyka Harry.
W tym czasie Julia zdążyła wybiec z domu i kierować się w kierunku cmentarza. Szybko pobiegłam za nią , nie chcąc żeby coś jej się stało. Mała osóbka usiadła na ławeczce przed marmurowym grobem i zaczęła się zwierzać. Zajęłam miejsce obok niej i wsłuchiwałam się w słowa wydobywające się z jej maleńkich malinowych ust.
- Cześć mamusiu. Tata znów na mnie nakrzyczał. Sama nie wiem czemu . Przecież tylko się go spytałam. – dziewczynka płakała , ale mówiła dalej – Wiesz mamo , zawsze kiedy tata na mnie krzyczy robi mi się strasznie smutno , wiem że mnie kocha , ale dlaczego tak często krzyczy. Gdybyś tu była pewnie byś uspokoiła tatę …. Ale jesteś w niebie i nie możesz…. – moja córka zalała się łzami , podeszła do nagrobka , usiadła obok i przytuliła się do zimnej posadzki. Podeszłam do niej i z całych sił przycisnęłam ja do siebie.
- Jesteś tutaj mamo, prawda? Chciałabym ciebie znów zobaczyć , przytulić . Wiem , że patrzysz na mnie i tatę z góry. Szkoda , że umarłaś kiedy miałam 2 latka. Chciałabym cię poznać lepiej . Kocham cię mamusiu.
* OCZAMI NIALLA*
Szybko pobiegłem za Julią bojąc się , że spotka ją to samo co [t.i] cztery lata temu. Nie chciałem na nią nakrzyczeć , ale kiedy wracają do mnie wspomnienia związane z miłością mojego życia , to emocje biorą górę. Tak bardzo za nią tęsknię. Ale teraz nie myślałem o tym zbytnio , bardziej przejmowałem się moją córką. Nie wybaczyłbym sobie do końca życia gdyby coś jej się stało.  Zawsze gdy podniosłem na nią głos , jej oczy były  pełne łez . Była jak mini wersja [t.i] , wrażliwa i krucha tylko oczy i włosy miała innego koloru niż ona. Nareszcie dotarłem do cmentarza , na którym pochowana była jej matka ,a zarazem moja żona. Jest grób [t.i] , ale na ławce nie ma Julii. W  tym momencie przestraszyłem się jak nigdy , ale z mojej prawej strony dobiegł cichy szloch…. To była moja córeczka.
- Julia, dzięki Bogu nic ci nie jest .
- Co ty tu robisz tato ? – zapytała dziewczynka wycierając łzy.
- Bałem się o ciebie. Przepraszam , że krzyczałem.
- Nie szkodzi tatusiu , ale nie rób tak więcej bez powodu
- Obiecuję , no chodź tu – wtedy mała wskoczyła w moje ramiona i przytuliła mnie do siebie całą swoją dziecięcą siłą.
- Mama tu z nami jest i nas przytula prawda tato ? – zadziwiała mnie inteligencja tego dziecka pewnie nie raz mnie jeszcze zadziwi.
- Oczywiście skarbie.
Podniosłem się ciągle trzymając Julie na rękach. Wróciliśmy do domu , gdy wszyscy się na nas rzucili. Potem zjedliśmy uroczystą kolację i Julia doczekała się swoich upragnionych prezentów. Po posprzątaniu domu poprosiłem Danielle , aby zaopiekowała się małą , a sam poszedłem na cmentarz.
- Bardzo mi ciebie brakuje [t.i] . Dlaczego akurat ty, powiedz dlaczego? Dlaczego mi ciebie zabrano? Ciągle nie mogę się pozbierać. Każdy mógł wtedy być na ulicy i zginąć. Więc dlaczego los wybrał właśnie ciebie? Wiele razy chciałem już z tobą być , ale za każdym razem ktoś mi uświadamiał , że muszę żyć dla naszej córki. Przecież ona nie zasłużyła na stratę obojga rodziców. Z dnia na dzień coraz bardziej mi ciebie przypomina. Kocham tak samo ciebie jak i ją , ale nikt mi cię nie zastąpi. Kocham cię nad życie [t.i].
Zapaliłem znicz na jej grobie i znów poczułem to co przed kolacją ……pocałunek. To na pewno była ona.
*TWOIMI OCZAMI*
Skończył mówić  i  zapalił znicz na moim grobie , a ja  na pożegnanie złożyłam mu na poliku pocałunek. Uśmiechnął się po czym odszedł.



No taki sobie smutasek troszkę ale co tam XDD podoba się?? piszcie. Jak chcecie to mogę napisać jeszcze z kimś tylko wybierzcie XDD

piątek, 25 października 2013

All you need is love ♥

Rozdział 13

* 2 DNI PÓŹNIEJ*
Stoję właśnie na lotnisku w towarzystwie chłopaków i dziewczyn. Żegnamy się z Jade przed wylotem. Oczywiście ja, jak to ja się zryczałam, przez co Niall cały czas mnie pocieszał jednocześnie trzymając mnie w tali. Eleanor też od czasu do czasu łza skapnęła, Perrie natomiast nie płakała, bo nie chciała żeby ktoś to widział, a Sophia prawie nie zna Jade więc... Danielle się nawet odezwała, ale pożegnała się tylko przez telefon, bo nie chciała być w towarzystwie Liama i jego nowej dziewczyny. W sumie rozumiem ją, nikt nie chciałby się znaleźć w takiej sytuacji, prawda? Wracając do tej , w której się znajdujemy. Harry jest jedną z osób, które tą rozłąkę przeżywają najbardziej. Uwierzcie mi, że on się popłakał. Tak, dokładnie. Harry Styles się popłakał. Teraz wiemy jak bardzo on kocha Jade. Dziewczyna miała właśnie wejść za bramkę, kiedy podbiegł do niej Hazza, mocno się w nią wtulił, otarł jej łzy z policzków po czym zachłannie wbił się w jej usta.
H: Pamiętaj, cokolwiek by się nie działo, kocham cię.
J: Wiem Harry , ja ciebie też.
H: Jak będziesz miała jakiś problem, o każdej porze dnia i nocy możesz do mnie zadzwonić.
J: Dobrze. Do zobaczenia.
H: Do zobaczenia skarbie. - ponownie ja pocałował, a po chwili dziewczyna znikła w głębi lotniska. Harry stał przy szybie, skąd było widać odlatujące samoloty. Podeszłam do niego.
C: Harry chodź musimy już iść.
H: Nie. Zostaję tu. Chcę zobaczyć jak odlatuje. Chcę mieć pewność, że nic jej nie grozi. - dotknęłam jego ramienia po czym odeszłam w stronę grupy.
L: I co?
C: Harry chce poczekać, aż jej samolot odleci.
Z: Biedak. - zwrócił się mulat przytulając Perrie.
N: Poczekamy. - po niespełna 10 minutach samolot, w którym była Jade zaczął startować. Jak oparzona podbiegłam do szyby i spoglądałam jak moja przyjaciółka, a zarazem ukochana Harrego odlatuje i zostawia nas samych. Kątem oka spojrzałam na Harrego. Płakał. Moje serce pękało na widok tego zbitego szczeniaczka, więc dłużej nie zwlekając przytuliłam go do siebie. Chwilę potem podleciała do nas reszta i wszyscy staliśmy w wielkim uścisku. Oczywiście paru
paparazzi zrobiła nam zdjęcia, ale szczerze mówiąc mieliśmy to w dupie. Po wyściskaniu się ,ruszyliśmy w stronę samochodów. Właśnie wspominałam nasze stare czasy, kiedy to byłyśmy z Jade w szkole artystycznej. No nie wspominałam o tym. Razem z Jade chodziłyśmy na zajęcia muzyczne dopóki, ktoś jej nie wyłapał i nie zaproponował pracy w modelingu. Nagle po policzku spłynęła mi pojedyncza łza, którą Niall pocałował, tym samym osuszając mój policzek i przyciskając mnie do siebie.
N: Nie płacz proszę. - szepnął mi do ucha. - nienawidzę, kiedy płaczesz i kiedy jesteś smutna. Błagam cię Carrie, uśmiechnij się. - z trudem, ale wykonałam jego prośbę. Mój lekki uśmiech sprawił, że blondyn obdarował mnie soczystym buziakiem.
N: Moja mała. - zdążyłam tylko powiedzieć Niallowi, że go kocham, bo auto zatrzymało się pod moim domem. Wysiadłam z samochodu, a mój blondas mi towarzyszył. Kiedy stałam już pod otwartymi drzwiami, odwróciłam się do niego i przywarłam do jego ust. Po pocałunku popatrzył mi się w oczy, a jego były takie niebieskie niczym morskie głębiny.
N: Trzymaj się kochanie.
C: Postaram się. Pa.
N: Pa. - weszłam do mieszkania, a Niall wraz z resztą paczki odjechali czarnym środkiem transportu.
*NASTĘPNEGO DNIA*
Wstałam ociężała z łóżka, gdyż wzywała mnie natura. Doskonale wiedząc, że nie wygram z potrzebą fizjologiczną, podreptałam do łazienki, no cóż siła wyższa. Zaraz po załatwieniu tej sprawy, poczułam ogromny głód. Tym razem zeszłam do kuchni i zrobiłam sobie
płatki. Może nie zbyt pożywne, ale cóż z natury jestem leniuszkiem, więc nie miałam ochoty na wydziwianie wykwintnych dań. Weszłam do salonu, włączyłam telewizję i zaczęłam konsumować swoje śniadanie. Sprawdziłam telefon, na którym zastały mnie 3 wiadomości. Jedna od Nialla z treścią: ' Dobranoc! Kocham cię <33 xoxo' heh i to uczucie kiedy przeczytałeś to rano, druga od Jade, oznajmiła mi w niej, że doleciała szczęśliwie, i trzecia byłą od Elizabeth, czyli mojej menagerki. Poprosiła mnie abym do niej zadzwoniła, bo ma sprawę. Nie zwlekając dłużej wybrałam numer do kobiety.
E: Cześć Carrie!
C: No hej, co to za ważna sprawa?
E: Załatwiłam ci rolę.
C: Serio? Gdzie?
E: W filmie, a raczej horrorze.
C: Poważnie? To super. A kogo będę musiała zagrać?
E: No właśnie masz jedną z trudniejszych roli, które wymagają trochę poświęcenia, bo zagrasz Krwawą Mary.
C: O mój Boże. Ty na serio?
E: No tak, potrzebowali kogoś z doświadczeniem i uważam, że spiszesz się doskonale. Na ich stronie internetowej jest już opis więc możesz zerknąć. Wyślę ci e-mailem adres, może być?
C: Oczywiście, a no i dzięki.
E: Nie ma za co kochana. Buziaki.
C: Okej, na razie. - rozłączyłam się i poszłam po laptopa. Kiedy już spokojnie spoczywał na stole w kuchni, weszłam w domniemaną stronę. Okazało się , że ten film to 'Prawdziwa historia Krwawej Mary' miałam zagrać, zakrwawioną dziewczynę ,która wychodzi z lustra i torturuje ludzi. W sumie nowe doświadczenie, które trochę mnie przeraziło, ale chyba nie może być, aż tak źle. Pierwsze zdjęcia ruszają po jutrze, czyli muszę się skupić w sobie, żeby dobrze wypaść. Jednak teraz wypadałoby skończyć śniadanie. Po posiłku postanowiłam się ubrać, chociaż nie miałam na to za specjalnej ochoty. Stojąc na przeciwko mojego, nie powiem, bo dość sporego zbioru ubrań zdecydowałam się na luźne spodnie i białą bluzkę. Co do bluzki pewnie Nialler byłby zazdrosny haha. Mój kochany zazdrośnik. Z resztą zawsze taki był, ale za to go kocham. Dobra czas zejść na Ziemię. Zeszłam ponownie na dół z zamiarem ogarnięcia w domu.
*WIECZOREM*
Ktoś zaczął pukać do drzwi.Podeszłam do drewnianego prostokąta i otworzyłam go. Po drugiej stronie ujrzałam mojego słodkiego blondyna.
N: Hej kotuś! - powiedział i pocałował mnie.
C: No cześć, a co ty tutaj robisz? - zapytałam się kreśląc uśmiech moimi ustami.
N: A co nie cieszysz się, że wpadłem do mojej dziewczyny?
C: No jasne, że się cieszę, ale myślałam, że chcecie z chłopakami spędzić męski wieczór, czy jakoś tak.
N: No na początku tak było, ale potem stanęło, że każdy robi co chce, więc twój książę przybył. - wyszczerzył swoje białe i jakże proste ząbki, podchodząc do mnie i łapiąc w talii, a ja zawiesiłam mu ręce na szyję.
C: Hmm.. więc mój książę, co chciałbyś robić?
N: Pomyślałem o tym, wypożyczyłem filmy i kupiłem wino. Co ty na to ?
C: Brzmi super. - przechyliłam głowę tak, abym mogła swobodnie dostać się do jego ust. One były takie... perfekcyjne. Miękkie i słodkie. Całowałam je zachłannie, dopóki nie przerwał nam telefon.
N: Nie odbieraj. - powiedział Horan między pocałunkami.
C: Może to coś ważnego. - powiedziałam i podeszłam do telefonu, jednak kiedy zobaczyłam kto dzwoni, poprosiłam Nialla, żeby zaczął przygotowywać salon na nasz seans, a ja korzystając z okazji odeszłam trochę dalej i odebrałam.
D: Cześć Carrie.
C: Danny? Coś się stało, że dzwonisz?
D: Nie, chciałem ci tylko powiedzieć, że ja i David organizujemy imprezę w sobotę. Wpadniesz? - David. Na to imię przeszedł mnie lekki dreszcz. Był to przyjaciel Dannego, który wciągnął go w narkotyki i z tego co wiem on nadal bierze i to dość intensywnie, a nawet sprzedaje to całe gówno. Szczerze? Trochę się go bałam.
C: Wiesz co, nie wiem..
D: Możesz wziąć ze sobą ekhem.. Nialla. - słyszałam, jak przełyka ślinę.
C: Okej obgadam to z Niallerem i dam ci znać.
D: Zgoda to do zobaczenia miejmy nadzieję.
C: No pa. - lekko zdziwiona poszłam do salonu gdzie na kanapie siedział gotowy do filmu Niall.
N: Kto to był?
C: Danny. - powiedziałam cicho.
N: Co? Czego chciał? - był wyraźnie zdenerwowany.
C: Zaprosił nas na imprezę w sobotę.
N: I ty chcesz iść, prawda? - zacisnął jedną pięść.
C: Niall.. to mój przyjaciel. - chłopak wstał i podszedł do mnie.
N: Przyjaciel, a zarazem były chłopak, który ćpa!
C: On z tym skończył.
N: O! I jeszcze go bronisz! Zajebiście! - Horan zaczął na mnie krzyczeć.
C: Niall, przestań, nie krzycz na mnie! - próbowałam go uspokoić.
N: Przepraszam. - powiedział skruszony i przeczesał włosy dłonią. - po prostu no.. jestem zazdrosny okej! Jesteś dla mnie najważniejsza i nie wiem co bym zrobił, gdyby on mi ciebie odebrał. Nie poradziłbym sobie z tym, za bardzo cię kocham. - przytuliłam się do chłopaka, a on zatopił swoja twarz w moich ciemnych włosach.
C: Nie odbierze ci mnie. Obiecuję. I tez cię kocham głupku. - pocałowałam go delikatnie w dolną wargę. - to jak, idziemy?
N: No niech ci będzie, ale teraz powróćmy do naszych planów, okej?
C: Haha okej. - usiadłam obok niego na kanapie, ale natychmiastowo wpadłam na pomysł zrobienia popcornu.
C: Wiesz, chyba zrobię popcorn.- uśmiechnęłam się do chłopaka.
N: Świetny pomysł mała. - odwzajemnił, to co zrobiłam przed sekundą. Podeszłam do szafki w kuchni i wyjęłam paczkę niegotowej kukurydzy. Rozpakowałam ją i włożyłam do mikrofalówki na 3 minuty. Oparta o blat, czekałam na przekąskę. W pewnej chwili przyszedł Horan i objął mnie rękoma od tyłu, znowu zaczął składać na mojej szyi pocałunki.
C: Kotek, co ty robisz? - spytałam się i zachichotałam, gdyż Niall mnie łaskotał.
N: Całuję mój skarb, a co? - nie przerywał swojej czynności.
C: To troszeczkę łaskocze.
N: Oj daj mi się nacieszyć.
C: Haha zgoda. - nie powiem to była czysta przyjemność. Chociaż nie chciałam mu dawać takiej satysfakcji, ale trudno było to zrobić.
C: Wiesz, dostałam rolę w filmie.
N: To super! A w jakim? - chłopak na chwilę przerwał cieszenie się moją osobą.
C: W horrorze ,, Prawdziwa Historia Krwawej Mary".
N: Kocham horrory, a kogo zagrasz?
C: Krwawą Mary.
N: Wow to chyba...trudne?
C: Bardzo. Tak naprawdę to boję się tego.
N: Hej ja uważam, że poradzisz sobie świetnie, zresztą jak zawsze. - odwrócił mnie przodem i ucałował w usta. Tą chwile namiętności przerwał nam dźwięk mikrofalówki, co oznaczało, że nasza przekąska była już gotowa. Oderwałam się od Nialla i  wyjęłam woreczek popcornu z urządzenia, po czym wsypałam go do miski. Po chwili oboje siedzieliśmy na kanapie z włączonym horrorem, jedząc popcorn i popijając go winem. Uważnie obserwowałam grę aktorów, aby móc to przełożyć na moją rolę. Kątem oka zerkałam na Niallera, który uroczo wyglądał pochłaniając jedzenie. Całkowicie skupiłam swoją uwagę na chłopaku zamiast na filmie. Po pewnym czasie blondyn zorientował się, że na niego patrzę. Odstawił popcorn i wino na stolik i objął mnie ramieniem.
N: Czemu tak się na mnie patrzysz?
C: Bo tak słodko pochłaniałeś ten popcorn, że to stało się bardziej interesujące niż film.
N: Mhm jasne. - uśmiechnął się zadziornie.
C: Sądzisz, że kłamię?
N: No skąd.
C: Wyczuwam nutkę sarkazmu, kochanie.- uniosłam jedną brew, aby pokazać moje zirytowanie. Natomiast on tylko się zaśmiał i pocałował mnie przelotnie, a następnie skupił swoją uwagę na filmie.
*W NOCY*
Jest 1:30 w nocy a ja nie mogę spać. Dlaczego? Bo mi zimno, a Nialler zabrał mi kołdrę. Chłopak został u mnie na noc, dzięki czemu śpimy w jednym łóżku. Postanowiłam zawalczyć o tą kołdrę, co nie było łatwe gdyż mój ukochany troszkę waży. Na początku postanowiłam podejść do tego bez użycia siły. Zaczęłam budzić Irlandczyka.
C: Niall... Niall... NIALL! -  ten plan nie wypalił, gdyż chłopak tylko jęknął i przekręcił się na drugi bok.  Przeszłam do bardziej radykalnych posunięć. Zaczęłam ciągnąć kołdrę, ale to tez nie wiele dało. Zaparłam się więc nogami o plecy Horana, kołdrę załapałam mocno w obie dłonie i ponownie próbowałam wyciągnąć materiał spod jego ciała. W pewnej chwili chłopak posunął się , tym samym sprawiając, że spadłam boleśnie z łóżka.
C: Ja pierdzielę, ała. - byłam zdenerwowana, zmarznięta, chciało mi się śmiać i bolało mnie kolano. Super. Wkurzona sięgnęłam do szafki, gdzie miałam do niczego nie potrzebny gwizdek. Stanęłam nad uchem Horana, zebrałam jak najwięcej powietrza w płucach i pewnie dmuchnęłam w plastikowe ustrojstwo. Chłopak oszołomiony podniósł się do pozycji siedzącej, a ja patrzyłam n niego wzrokiem zabójcy.
N: Co jest!
C: Hmm.. poza tym, że zabrałeś mi kołdrę, zmarzłam i spadłam z łóżka to chyba nic.
N: Ups... - zrobił słodka minę, patrząc się na mnie wzrokiem mówiącym ' przepraszam'. - Ej jak to spadłaś z łóżka?
C: Eh chciałam wyciągnąć kołdrę z pod ciebie, a ty się odwróciłeś na drugi bok. - wybuchł śmiechem.
C: No naprawdę bardzo śmieszne ! Przez ciebie boli mnie kolano! - powiedziałam i usiadłam na łóżku, krzyżując nogi i podciągając je pod brodę.
N: Ojej bardzo cię boli? - spytał chłopak przysuwając się do mnie.
C: Tak. - zrobiłam minę w stylu zbitego szczeniaczka, na co Horan pocałował mnie w bolące miejsce.
N: A teraz?
C: Troszkę mniej. - uśmiechnęłam się zadziornie. Chłopak natomiast przybliżył się do mnie i pocałował w usta. - Teraz lepiej. - zawiesiłam ręce na jego szyję i kontynuowałam pocałunek.
N: Jeszcze cię coś boli księżniczko?
C: Już nie.
N: To chodź spać. - pstryknął mnie w nos. Położył się, a ja tuz obok niego, a kiedy już wygodnie się w niego wtuliłam przykrył nas kołdrą, pocałował w czubek głowy i zasnął razem ze mną.

* 2 DNI PÓŹNIEJ *
O Matulu. Muszę zaraz iść do studia. Ubranie, buty, fryzura... Za dużo tego jak na 30 minut! Nienawidzę siebie za to, że nie chciało mi się unieść tyłka z łóżka wcześniej!  Zawsze jest wszystko na ostatnia chwile! Ugh... może zamiast narzekać , powinnam się wziąć za siebie, bo zaraz się spóźnię? Okej najpierw ubrania. Z racji tego, że było w miarę ciepło założyłam bluzkę na 3/4 rękaw, do tego jeansy i czarne conversy.


 Włosy zostawiłam luźno i tak będą mi je układać. Przypudrowałam lekko twarz i podmalowałam rzęsy. W pospiechu zeszłam na dół, łapiąc kluczyki od auta, 10 min później byłam już w drodze do studia.  Szybko zaparkowałam samochód, uważając, aby nie uderzyć w nic ani w nikogo. Zdyszana wbiegłam do budynku, a ochroniarz przeprowadził mnie do pomieszczenia gdzie znajdowała się Elizabeth i , jak podejrzewam, reżyser.
C: Dzień dobry. - przywitałam się i uśmiechnęłam przyjacielsko
R: Dzień dobry. - podał mi rękę, a ja odwzajemniłam ten gest.
E: To jest właśnie Carrie. -  Liz wskazała na mnie ręką.
R: Miło mi cię poznać osobiście i czuję się zaszczycony, że zagrasz w filmie, który reżyseruję.
C: Mi również miło i to ja dziękuję za rolę.
E: To co? Chyba możemy zaczynać prawda?
R: Oczywiście. - przytaknął i zawołał makijażystkę, wytłumaczył jej co ma robić, a ona nakazała mi iść za nią. Usiadłam na krześle, które uprzednio wskazała mi ręką. Na początku nałożyła mi na twarz podkład, potem zaczęła się charakteryzacja. Efekt był super, nie poznałam się w lustrze. Twarz była zrobiona tak, aby sprawiała wrażenie zakrwawionej, tak samo moje ręce. Włosy miałam lekko natapirowane. Nareszcie przyszedł czas na sukienkę. Była czarna, koronkowa z długimi postrzępionymi rękawami i ciągnęła się po ziemi. Na koniec, tuż przed zdjęciami, oblali mnie sztuczna krwią. Najgorsze doświadczenie w życiu. Oprócz krwi nałożyli mi soczewki, dzięki którym moje oczy były całkowicie czarne. Wyglądałam naprawdę strasznie. Fotograf kazał mi stanąć na tle, a następnie pokazywał mi jak mam zapozować.

*3 GODZINY PÓŹNIEJ*
Nareszcie w domu. Po męczących trzech godzinach w końcu jestem w upragnionym domu. Od razu wchodzę do wanny, muszę zmyć z siebie resztki krwi. Jak o tym pomyślę to... ughh mam dreszcze na całym ciele. Weszłam do łazienki i podeszłam do wanny. Odkręciłam wodę , ale za nim zrzuciłam z siebie ubrania włączyłam radio i już po chwili siedziałam zanurzona po szyję w wodzie. Tą błoga ciszę przerwał dźwięk SmSa. Sięgnęłam po telefon, aby zobaczyć kto napisał.




Budziumm no i moje wypociny XD Oki to jak się podoba? Chciałam żeby był w miarę długi więc chyba jest. Komentujcie, rozsyłajcie linki i wchodźcie. Dzięki za każdy komentarz ;***** <33

 



środa, 9 października 2013

:C

W związku z tym że pod ostatnim postem nie pojawił się ani jeden komentarz. Przykro mi, bo napracowałam się nad nim żeby go w miarę szybko skończyć, a nikomu się nie chciało nawet krótkiego komentarza napisać. Więc postanowiłam, że w najbliższym czasie nie będę nic pisała.
Dobranoc :C.